Kiedy patrzymy na obrazy Świętej Rodziny, często widzimy sielankę: Maryja jest spokojna, Józef zamyślony, Dzieciątko grzeczne, a wokół panuje nienaruszalna cisza. Łatwo wtedy pomyśleć: „Cóż, im było łatwiej. Byli święci. Co oni mogą wiedzieć o moich problemach z kredytem, buntem nastolatka czy brakiem czasu?”.
Tymczasem prawda Ewangelii jest zupełnie inna. Święta Rodzina to nie „rodzina z obrazka”, ale ludzie z krwi i kości, którzy musieli mierzyć się z gigantycznymi trudnościami. Świętość w kryzysie Józef i Maryja przeszli przez rzeczy, które dziś zniszczyłyby niejedno małżeństwo. Pomyślmy o nich z nieco innej perspektywy, takiej bardziej życiowej, której nie widzimy na ikonach na ścianach w kościele. Zwróćmy uwagę, że Józef dowiaduje się o ciąży Maryi i przeżywa dylemat – odejść czy zostać? Musi zaufać wbrew ludzkiej logice. Co Ty byś poczuł, gdy Twoja kobieta mówi Ci że jest w ciąży i próbuje coś tłumaczyć… Już swoje wiesz… Łatwo powiedzieć, że oni byli świętymi, że to było co innego… Ale jednak byli takimi samymi ludźmi jak my – i mieli jeszcze inne problemy. Ostatecznie zostali bezdomnymi, sięgnęła ich bieda. Jezus ostatecznie rodzi się w stajni, bo dla Jego rodziny „nie było miejsca”. Doświadczyli odrzucenia w momencie, gdy najbardziej potrzebowali pomocy. Do tego jeszcze ucieczka do Egiptu przed Herodem. To też los dzisiejszych uchodźców – strach o życie dziecka, obce państwo, brak środków do życia. Może Ciebie to bezpośrednio nie spotyka, ale rozejrzyj się wokół siebie. Możemy wymienić osoby, które znamy i są w takiej sytuacji… Oprócz tego Ewangelia opisuje też późniejszy ból serca Maryi i Józefa, gdy 12-letni Jezus zgubił się w Jerozolimie. Znamy ten lęk każdego rodzica. Józef i Maryja, jako prawdziwi rodzice z krwi i kości, doskonale wiedzieli, czym jest stres, lęk o jutro i trud codzienności. Wszystko to przeżyli na własnej skórze.
Co ich łączyło? Skoro mieli tyle problemów, jak przetrwali? Odpowiedzią nie jest tylko „cud”, ale relacja. Po pierwsze – relacja z Bogiem. Józef słuchał głosu Boga (nawet we śnie!), Maryja rozważała sprawy w sercu. Decyzje podejmowali nie pod wpływem emocji, ale w oparciu o wiarę. Po drugie – relacja ze sobą. Byli dla siebie wsparciem. Józef chronił, Maryja tworzyła dom, Jezus wzrastał w posłuszeństwie i mądrości. Ich miłość nie polegała na braku problemów, ale na wspólnym ich rozwiązywaniu.
Dla dzisiejszej rodziny, zabieganej, przebodźcowanej smartfonami i zmęczonej pracą, Święta Rodzina ma jedną prostą radę: Bądźcie razem, a Boga zaproście do środka. Świętość nie rodzi się w wielkich czynach. Ona rodzi się w cierpliwym wysłuchaniu męża, w zrobieniu herbaty zmęczonej żonie, w odłożeniu telefonu, by pobawić się z dzieckiem, wreszcie – we wspólnej modlitwie wieczorem, choćby najkrótszej.
Jezus, Maryja i Józef uświęcili szarą codzienność – pracę w warsztacie, gotowanie, rozmowy. Pokazali, że Bóg mieszka nie tylko w świątyni, ale przede wszystkim przy kuchennym stole. Nie bójmy się prosić ich o pomoc. Oni naprawdę rozumieją, co to znaczy „życie rodzinne”.