Zaledwie wczoraj wpatrywaliśmy się w sielski obraz Dzieciątka w żłobie, słuchaliśmy o pokoju i śpiewie aniołów. Dziś Kościół gwałtownie zmienia nastrój. Szaty liturgiczne zmieniają kolor z białego na czerwony – kolor krwi. Zamiast kołysanki słyszymy huk uderzających kamieni. Dlaczego dzień po Bożym Narodzeniu wspominamy brutalną śmierć św. Szczepana?
Od Żłóbka do Krzyża Kościół stawia Szczepana tuż przy żłóbku nie przez przypadek. To przypomnienie, że Jezus nie przyszedł na świat tylko po to, by było nam miło i nastrojowo. Przyszedł, by dać świadectwo Prawdzie, co ostatecznie zaprowadziło Go na Krzyż. Szczepan, jako pierwszy męczennik, jest pierwszym, który poszedł tą samą drogą w pełni świadomie.
W Ewangelii Jezus nie pozostawia złudzeń: „Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia”. Narodzenie Boga w ludzkim ciele to wyzwanie rzucone światu, który woli ciemność. Niebo otwarte mimo bólu Dzieje Apostolskie opisują śmierć Szczepana w sposób niezwykle podobny do śmierci Jezusa. Jezus modlił się za oprawców: „Ojcze, przebacz im”. Szczepan wołał pod gradem kamieni: „Panie, nie licz im tego grzechu”.
Skąd czerpał na to siłę? Tekst mówi, że Szczepan „patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą”. Gdy wokół panowała nienawiść, zgrzytanie zębów i przemoc, on widział Niebo otwarte. To jest sekret chrześcijańskiej siły: widzieć więcej niż tylko doczesne cierpienie.