Nie każda pobożna ulotka to depozyt wiary

Kilka dni temu do naszej parafii trafiła anonimowa przesyłka od „zatroskanych” katolików. Kilkadziesiąt stron ulotek poświęconych Eucharystii, liturgii, postowi, Tradycji, modernizmowi, charyzmatykom i kilku innym sprawom. Nie wiem, kto je wysłał. Mogę jedynie podejrzewać, że moment nie jest zupełnie przypadkowy, bo niedawno w jednej z sąsiednich parafii ustanowiono nowych nadzwyczajnych szafarzy Komunii Świętej, a właśnie oni dostają w tych materiałach szczególnie mocno po głowie. Ale podkreślam: to moje przypuszczenie. Autorzy pozostali anonimowi.

Przeczytałem.

I wiecie co?

Dużo tam rzeczy bardzo pobożnych.

Chrystus jest rzeczywiście obecny w Najświętszym Sakramencie. Eucharystia domaga się najwyższej czci. Liturgia nie jest własnością księdza ani wspólnoty, żeby każdy urządzał ją sobie według własnego widzimisię. Tradycja Kościoła nie rozpoczęła się na Soborze Watykańskim II. Post i asceza są chrześcijaninowi potrzebne. Nie każda nowinka duszpasterska jest automatycznie tchnieniem Ducha Świętego tylko dlatego, że ktoś dołożył gitarę i napisał na plakacie „uwielbienie”. Emocjonalne przeżycie religijne nie jest jeszcze kryterium prawdy. A Kościół, który zapomniałby o klękaniu, ciszy, pokucie, adoracji i bojaźni Bożej, bardzo szybko zacząłby przypominać klub dyskusyjny z tabernakulum.

Amen. Podpisuję. Gdzie mam postawić pieczątkę?

Naprawdę.

Co więcej, autorzy cytują Ojców Kościoła, dawne dokumenty, przypominają stare praktyki postne, bronią czci wobec Eucharystii. Czytam św. Bazylego, Didache, Piusa X… Człowiek zaczyna się robić spokojny. Swoi ludzie. Można nalać herbaty. Zaraz pewnie porozmawiamy o tym, że chorał jednak był niezłym pomysłem.

I właśnie dlatego te ulotki są problemem.

Bo gdyby od pierwszej strony były zbiorem kompletnych bredni, wyrzuciłbym je do makulatury i poszedł odprawiać nieszpory.

Najskuteczniejsze kłamstwo nie jest przeciwieństwem prawdy. Jest prawdą przesuniętą o kilka centymetrów.

Tak działał wąż w raju. Nie przyszedł z transparentem: „SZATAN — OFICJALNY DYSTRYBUTOR FAŁSZU”. Wziął to, co prawdziwe, coś dopowiedział, coś przesunął, coś przemilczał i pozwolił człowiekowi samemu dojść do katastrofalnego wniosku.

I dokładnie dlatego warto tym ulotkom przyjrzeć się spokojnie. Nie po to, żeby wyśmiać troskę o Tradycję. Tę troskę podzielam.
Chodzi o coś znacznie ważniejszego:

czy to, co przedstawiono jako „tradycyjne i niezmienne nauczanie Kościoła”, rzeczywiście nim jest?

No to sprawdzamy.

🔴 Pierwszy problem jest fundamentalny: autorzy wrzucają do jednego worka rzeczy, które mają zupełnie różną rangę. Czym innym jest Objawienie dane przez Boga, którego Kościół nie może zmienić. Czym innym dogmat. Czym innym prawo i dyscyplina ustanowione przez Kościół, które Kościół może zmieniać. Czym innym wreszcie zwyczaj, praktyka ascetyczna czy sposób, w jaki żyli chrześcijanie w konkretnym stuleciu.

Jeżeli Ojcowie Kościoła mówią o poście w środę i piątek, to mamy piękne świadectwo dawnej dyscypliny. Można się nim inspirować. Można nawet samemu tak pościć. Tylko ich wypowiedzi odnosiły się do prawa i praktyki ich czasów. Nie są ustawą uchwaloną przez Pana Jezusa dla wszystkich chrześcijan do Paruzji.

Inaczej trzeba byłoby uznać, że kiedy Kościół skracał post eucharystyczny, zmieniał Objawienie Boże.
Nie zmieniał.

Trzeba odróżnić to, co Bóg ustanowił i Kościół otrzymał, od tego, co Kościół sam ustanowił i dlatego może zmienić. Bez tego historia Kościoła staje się wielkim supermarketem, w którym chodzimy między regałami i wkładamy do koszyka przepisy z tych stuleci, które akurat najbardziej nam odpowiadają.

🔴 I tu dochodzimy do paradoksu numer jeden. Ulotki chcą bronić Tradycji i Magisterium, ale metoda robi się zadziwiająco protestancka.

Biorę Didache. Biorę św. Bazylego. Biorę kanon sprzed stu lat. Dorzucam Piusa X. Jeszcze jakiś dawny dokument. Składam z tego własną rekonstrukcję „prawdziwego katolicyzmu”, a następnie przykładam ją do dzisiejszego Kościoła i sprawdzam, czy Kościół zdał mój egzamin.

Tylko chwila, moment…

Kto tutaj właściwie interpretuje Tradycję? Kościół czy pan z drukarką?

Można uważać dawną dyscyplinę za lepszą. Sam nieraz uważam. Można krytykować decyzje pastoralne. Sam nieraz krytykuję. Można mówić, że jakaś reforma przyniosła złe owoce.

Ale Tradycja jest Tradycją Kościoła, a nie prywatnym zbiorem cytatów, za pomocą którego można potem udowodnić Kościołowi, że przestał być katolicki.

🔴 No dobrze. Szafarze.

Najpierw historia.

III wiek. Prześladowania chrześcijan. Młody Tarsycjusz otrzymuje Najświętszy Sakrament, aby zanieść Komunię uwięzionym chrześcijanom. Zostaje napadnięty. Nie wydaje Eucharystii. Ginie, broniąc jej własnym ciałem.

Święty. Męczennik. Patron ministrantów. Historia piękna, starożytna i tak tradycyjna, że bardziej tradycyjna mogłaby być chyba tylko po łacinie.

Jest tylko jeden drobiazg.

Tarsycjusz nie był księdzem.

Według tradycji był akolitą. W dawnej strukturze akolitat należał do niższych święceń; po reformie Pawła VI akolitat funkcjonuje jako ustanowiona posługa świeckiego. I właśnie ustanowiony akolita jest dzisiaj z urzędu nadzwyczajnym szafarzem Komunii Świętej.

Czy nadzwyczajni szafarze mają zastępować księdza, któremu nie chce się podejść do ołtarza? Nie. Czy należy ich używać bez rzeczywistej potrzeby? Nie. Słowo „nadzwyczajny” nie zostało tam umieszczone jako ozdobnik.

Ale twierdzenie, że świecki z samej zasady nie może dotknąć Eucharystii, bo nie ma „konsekrowanych dłoni”, ma jeden drobny problem.

Historię Kościoła.

🔴 A skoro już jesteśmy przy „konsekrowanych dłoniach”, to zróbmy małe porządki, bo pobożne wierszyki prymicyjne zrobiły tu teologii trochę krzywdy.

Bardzo lubię obrzęd namaszczenia dłoni neoprezbitera. Jest piękny i bardzo wymowny.

Tylko że namaszczenie dłoni jest obrzędem wyjaśniającym święceń, a nie istotą sakramentu.

Ksiądz nie zostaje księdzem dlatego, że biskup namaścił mu ręce krzyżmem. Nie powstaje na jego ciele sakramentalna strefa od nadgarstka do końca palców, która otrzymuje specjalną metafizyczną powłokę umożliwiającą kontakt z Hostią.

Kapłan zostaje naznaczony i upodobniony do Chrystusa przez sakrament święceń.

„Namaszczone dłonie kapłana” są pięknym językiem duchowości.

Nie są traktatem z sakramentologii.

🔴 Komunia na rękę.

I teraz zapewne niektórych zaskoczę: Nie lubię jej.

Uważam, że Komunia przyjmowana do ust, zwłaszcza na klęcząco, znacznie czytelniej pokazuje, z Kim mamy do czynienia. Lepiej wyraża adorację i lepiej chroni znak. Gdybym miał promować jedną formę — promowałbym właśnie tę.

A jednak kiedy wierny podchodzi do mnie i zgodnie z prawem Kościoła chce przyjąć Komunię na rękę, udzielam mu jej na rękę.

Dlaczego?

Bo nie jestem papieżem.

Kościół tę formę dopuścił. Mogę jej nie lubić. Mogę uważać ją za gorszą. Mogę argumentować za inną. Nie mogę natomiast powiedzieć człowiekowi, że popełnia grzech ciężki i świętokradztwo, korzystając z możliwości, którą daje mu Kościół.

Bo wtedy nie bronię już Tradycji przed własnym widzimisię Kościoła. Zaczynam bronić własnego widzimisię przed Kościołem.

I tutaj właśnie okazuje się, czym jest posłuszeństwo. Posłuszeństwo nie polega na tym, że jestem posłuszny Kościołowi zawsze wtedy, kiedy Kościół akurat zgadza się ze mną.

To akurat potrafi każdy.

🔴 Teraz charyzmatycy.

Ulotki bardzo mocno atakują emocjonalizm, subiektywizm, prywatne przeżycia religijne i podejście w rodzaju „Pan Jezus mi powiedział”.
I wiecie co?

Tutaj też częściowo się zgadzam.

Jeżeli emocja staje się kryterium prawdy, zaczyna się problem. Jeśli życie duchowe jest nieustanną pogonią za kolejnym „wow”, człowiek po pewnym czasie będzie potrzebował coraz większej dawki religijnej adrenaliny.

Tylko człowiek nie jest też samym rozumem, któremu przez przypadek doczepiono ciało. Emocje są częścią naszej natury. Św. Tomasz nie każe ich amputować, tylko uporządkować. Człowiek czasem potrzebuje zapłonu. Zachwytu. Wzruszenia. Doświadczenia, które wprawi go w ruch.

Tylko zapłon nie jest jeszcze pracą silnika.

Potem przychodzą prawda, decyzja, sakramenty, łaska, cnota, codzienność, krzyż i wierność również wtedy, kiedy niczego już nie czuję.

No dobrze…

Po czym po kilku stronach krytyki subiektywnych doświadczeń religijnych ulotki proponują nam jako argument…

136 prywatnych orędzi od 18 mistyków.

Czyli:

„Nie wolno budować teologii na subiektywnych doświadczeniach religijnych.

A teraz posłuchajmy, co Jezus powiedział pewnej pani”.

Ludzie…

Albo prywatne doświadczenie religijne jest kryterium doktryny, albo nie jest. Zdecydujcie się przed następną stroną.

🔴 Zresztą trzeba tutaj przypomnieć coś jeszcze ważniejszego.

Objawienie zostało zakończone. W Chrystusie Bóg dał nam pełnię Objawienia potrzebnego do zbawienia. To, co zwyczajowo nazywamy „objawieniami prywatnymi” — zjawienia, wizje, orędzia — niczego do depozytu wiary nie dodaje.

Dlatego kolejność jest prosta:
Objawienie → wiara Kościoła → rozeznanie domniemanego zjawienia. Nie odwrotnie.

Nie można wziąć prywatnego orędzia, przyłożyć go do Kościoła i powiedzieć:
„Jezus powiedział mistyczce X, że to jest świętokradztwo, więc Kościół, który na to pozwala, najwyraźniej się myli”.

Jeżeli interpretacja prywatnego orędzia prowadzi mnie do wniosku, że Kościół legalnie ustanawia ludzi do czynności będącej rzekomo ciężkim grzechem, to zanim poprawię Kościół, sprawdziłbym jednak orędzie.

🔴 Podobnie z wielkim napisem IMPRIMATUR.

Imprimatur nie oznacza:
„Biskup zadzwonił do Nieba i potwierdził autentyczność stenogramu”.

Zgoda kościelna na publikację książki nie oznacza automatycznie stwierdzenia, że każde opisane w niej doświadczenie mistyczne pochodzi od Boga.

Tyle. Naprawdę nie trzeba tu doktoratu.

🔴 I dochodzimy do mojego absolutnego faworyta.

CZARNE RĘCE ZMARŁYCH SZAFARZY.

Taaak… Dowiadujemy się, że po śmierci pewnego nadzwyczajnego szafarza jego dłonie miały zrobić się czarne. Potem pojawia się kolejna podobna historia. Są świadkowie. Są księża. Są rodziny. Są parafie. Tylko nazwisk nie ma. Miejsc nie ma. Dokumentacji nie ma. Możliwości weryfikacji nie ma. Dlaczego?

RODO.

I tutaj już nie wiem, czy powinienem odpowiadać jako ksiądz, liturgista czy inspektor ochrony danych osobowych.

Bóg Wszechmogący miał dokonać pośmiertnego znaku, aby ostrzec Kościół przed świętokradztwem, ale niestety materiał dowodowy poległ w starciu z Urzędem Ochrony Danych Osobowych.
Nie. Po prostu nie.

Jeżeli ktoś przy kawie opowiada, że słyszał podobną historię — dobrze. Mogę uwierzyć, mogę nie uwierzyć.

Ale jeżeli anonimowa historia o anonimowym trupie w anonimowej parafii, opowiedziana przez anonimowych świadków, ma być podstawą do powiedzenia żywemu człowiekowi:
„Pełniąc legalnie ustanowioną przez Kościół posługę, popełniasz świętokradztwo i narażasz swoje zbawienie”, to nie jest argument teologiczny.

To jest katolicka creepypasta z klauzulą RODO.

Przy takim standardzie dowodowym jutro mogę wydrukować ulotkę, że znajomy znajomego widział po śmierci organistę, któremu świeciły uszy, ponieważ za szybko grał „Barkę”.

Nazwiska oczywiście nie podam.

Wiadomo.

RODO.

🔴 Ministrantki?

Kolejna niespodzianka. Też nie jestem fanem.

Tylko nie dlatego, że dziewczynka przekraczająca granicę prezbiterium powoduje pęknięcie czasoprzestrzeni. Mam przede wszystkim argument formacyjny. Dziewczęta dojrzewają wcześniej, często są w tym wieku sprawniejsze, bardziej odpowiedzialne i lepiej zorganizowane. W grupie mieszanej bardzo łatwo przejmują więc przestrzeń i zwyczajnie wygryzają chłopaków.

Tymczasem służba ołtarza przez wieki była jednym z naturalnych miejsc rodzenia się i rozeznawania powołań kapłańskich. Zdecydowana większość polskich alumnów wcześniej była ministrantami. Dlatego wolę męską służbę ołtarza. Możemy więc z autorami dojść nawet do podobnego wniosku pastoralnego.

Ale z faktu, że coś uważam za mądrzejsze pastoralnie, nie wynika jeszcze, że jest to niezmienne prawo Boże.

Znowu pomyliliśmy piętra.

🔴 Podobnie z Alphą i Odnową.

Nie zamierzam teraz wystawiać im zbiorowego świadectwa wzorowego katolicyzmu tylko dlatego, że autorzy ulotek je atakują. Do Alphy sam mam zastrzeżenia. Dominujący emocjonalizm może człowiekowi zaszkodzić. Konkretne środowiska mogą przejmować protestancki język, duchowość czy praktyki i trzeba to normalnie badać.

Ale jeżeli chcemy użyć słowa „herezja”, to ono coś znaczy.

Pokażmy konkretną tezę. Pokażmy nauczanie Kościoła. Pokażmy sprzeczność. „Nie podoba mi się, wygląda protestancko i ktoś kiedyś przewrócił się podczas modlitwy” nie jest jeszcze procesem doktrynalnym.

I chyba właśnie tutaj cały ten zestaw zaczyna gryźć się we własny ogon. Walczy z subiektywizmem, powołując się na prywatne wizje. Walczy z protestantyzmem, prywatnie rekonstruując „prawdziwe chrześcijaństwo” z wybranych dawnych tekstów przeciw aktualnej dyscyplinie Kościoła. Walczy z wybieraniem sobie z Tradycji tego, co wygodne — wybierając sobie z Tradycji to, co wygodne. Broni hierarchii, a potem informuje wiernych, że ludzie legalnie ustanowieni przez tę hierarchię do posługi dopuszczają się świętokradztwa. Broni obiektywnej wiary, a jako argument przedstawia anonimowe czarne ręce w trumnie.

I właśnie dlatego te ulotki mnie wkurzają.

Nie dlatego, że są za bardzo tradycyjne. Momentami są mi bardzo bliskie. Wkurza mnie to, że biorą rzeczy dobre — cześć Eucharystii, Tradycję, post, ascezę, troskę o liturgię, nieufność wobec emocjonalizmu — doklejają do nich rzeczy mające zupełnie inną rangę, a potem cały pakiet sprzedają ludziom jako „niezmienne nauczanie Kościoła”.

Prawda nie potrzebuje takiej pomocy.

Można uważać Komunię do ust za lepszą, nie robiąc ze zwolennika Komunii na rękę świętokradcy. Można chcieć ministrantów zamiast ministrantek, nie robiąc z kwestii dyscyplinarnej dogmatu. Można krytykować charyzmatyków, nie cytując chwilę później prywatnej wizji jako źródła doktryny. Można kochać dawną liturgię, nie zamrażając całego Kościoła w arbitralnie wybranym momencie historii. Można być bardzo tradycyjnym katolikiem.

I nadal być katolikiem.

Ksiądz Prałat Marian Brucki ze Srebrnym Krzyżem Zasługi

XXXIII Ogólnopolski Przegląd Piosenki Religijnej

ŚREMSONG'24

DO STARTU POZOSTAŁO:

Dni
Godzin
Minut
Sekund

Zobacz także

Nie każda pobożna ulotka to depozyt wiary

Ksiądz Prałat Marian Brucki ze Srebrnym Krzyżem Zasługi

Film MISTYCZKA w Kinoteatr Słonko

Nowy duszpasterz na Helenkach. Ks. Patryk Tomczak rozpoczyna posługę w Śremie

Poważny wypadek byłego wikariusza w Śremie. Ksiądz Sławomir Ruks potrzebuje modlitwy

Ksiądz Filip Byczyński w sierpniu zakończy posługę w Śremie